Odpowiedź jest dosyć prosta i dla fachowców była widoczna już od lat. Niski kurs franka szwajcarskiego obiecywał bankom w przyszłości krociowe zyski. Stąd umożliwianie zawierania kredytów hipotecznych we frankach na preferencyjnych warunkach, z zaniżaniem zdolności kredytowej kredytobiorców. To oczywiste, że w ciągu trzydziestu lat kurs ten podskoczy o 100 lub więcej procent. Oczywiste dla fachowców. Banki najpierw zarabiały na manipulacjach kursem walut, czyli na spreadzie, ale wówczas umożliwiono obywatelom zakup franka bezpośrednio w kantorze, co sprawiło, ze kurs ten był niższy o 10-20 groszy w stosunku do bankowego i z czasem coraz bardziej się wyrównywał. Natomiast przy tej operacji, jaką wykonał z frankiem rząd szwajcarski, banki zachowują się asertywnie. W większości banków jest kapitał zagraniczny, dlatego też banki nie są zainteresowane bogaceniem się polskiego społeczeństwa, a jedynie własnym zarobkiem. Pozostawienie obywateli samym sobie świadczy jedynie o bezradności polskiego rządu i krótkowzroczności oraz słabości polityki ekonomicznej. Obecnie przeciętny kredytobiorca powinien pomyśleć o jak najszybszym pozbyciu się tego kredytu. Kredyt zachwieje niejednym gospodarstwem, ale przepisanie go na złotówki sprawi, że zobojętniejemy na wysokość kursu franka, który i tak będzie się wznosił i po jakimś czasie dojdzie do poziomu, jaki uzyskamy po przewalutowaniu kredytu. Chwilowy szok będzie mniejszy niż oczekiwanie na humory ekonomistów szwajcarskich, które nigdy nie będą korzystne dla przeciętnego Polaka.