Nastaje czas mody na inwestowanie. Bycie inwestorem dobrze brzmi, jesteśmy spragnieni łatwego i dużego zysku. Świat oferuje wiele fantastycznych rzeczy, dostępnych jedynie za pieniądze, a że jesteśmy wychowani w społeczeństwie konsumpcyjnym, coraz bardziej mamy na te rzeczy ochotę. Dlatego pojawia się tak wiele reklam, że w ciągu jednej chwili możesz zarobić 10 razy więcej, ba pomnożyć kapitał stukrotnie. Wierzymy, bo chcemy wierzyć, a wiara nie wymaga podstaw racjonalnych. Jednak chodzi o nasze pieniądze, czasem o wszystkie posiadane oszczędności, dlatego warto zadać sobie podstawowe pytanie, ile mogę stracić, żeby zyskać. Gdy zanosimy wszystkie swoje oszczędności do parabanku, to widzimy tylko tę jedną, pozytywną stronę medalu. Jeśli kupujemy akcje czy fundusze inwestycyjne, skupieni jesteśmy na ewentualnym zysku czekającym na nas w przyszłości. A tu trzeba, jak przy wszystkim w życiu, zachować odrobinę zdrowego rozsądku i każdą decyzję obejrzeć z dwóch stron. Możliwość zarobienia dużych pieniędzy bardzo często zaciemnia optykę i nie patrzymy na to, że wszystko, co inwestujemy, może nam przepaść. Rzadko kiedy mamy zysk obiecywany w reklamie. I stąd dobre jest to pytanie: ale ile mogę na tym biznesie stracić. Rozważenie zysków i strat pozwala na wyważenie kwoty, którą skłonni tak naprawdę bylibyśmy zainwestować. O ile przeprowadzimy dokładną analizę zarobku, ewentualnego zysku zrównoważoną przez możliwość porażki, to sytuacja, która zaistnieje za jakiś czas, nie zaskoczy nas ani w sensie pozytywnym, ani w sensie negatywnym.