Jesteśmy generalnie za biedni na to by się ubezpieczać. Ale właśnie czy dlatego, że jesteśmy biedni, uważamy na każdy wydawany grosz, nie powinniśmy się ubezpieczać? Ubezpieczając swoje życie, zdrowie, czy przyszłość swoich dzieci, dajemy sobie szansę na to, że w przypadku tragedii życiowej, czy niefortunnych przypadków, nie pozostaniemy na łasce losu, ale otrzymamy wsparcie ze strony ubezpieczyciela. W Polsce panuje przekonanie, ze ubezpiecza się samochód, dom. Sens tego typu ubezpieczeń rozumiemy i jest ono powszechnie akceptowane. Pomijam, że ubezpieczenie pojazdów jest obowiązkowe, a jeśli mamy dom czy mieszkanie w kredycie, jest podobnie. Niemniej, posiadając cenne rzeczy, jesteśmy bardziej skłonni je ubezpieczyć, czy mieszkanie od sytuacji, że sąsiad nas zaleje, niż jeśli chodzi o nasze własne zdrowie czy życie. Tutaj panuje dość powszechny sceptycyzm jeśli chodzi o zasadność tego typu działań. Nie wierzymy w przeważającej większości, że ubezpieczyciel uzna naszą chorobę lub wypadek losowy w stu procentach, i że otrzymamy odpowiednie ubezpieczenie. Nie mamy zaufania, krótko mówiąc, do instytucji ubezpieczających. Odkładanie pieniędzy dzięki ubezpieczeniu na przyszłość dzieci, często obracamy w żart, że po dwudziestu latach oszczędzania wystarcza na hulajnogę, lub nawet nie na tyle. Przed towarzystwami ubezpieczeniowymi stoi ogromne zadanie zmiany myślenia społecznego, aby obywatele widzieli sens w ubezpieczaniu siebie i swojej rodziny od nieszczęśliwych wypadków. Być może struktura ubezpieczeń powinna być całkowicie inna.